piątek, 2 października 2009

Guerlain-makijaż jesień-zima 2009/2010








Makijaż na jesień-zimę 2009/2010, zaproponowany przez Guerlaina, został stworzony z myślą o podkreśleniu słowiańskiej urody. Jeśli więc masz jasne włosy, oczy i cerę, a kompletując jesienną garderobę nabyłaś ubrania zgodne z trendem "rosyjskim" lub nawiązującym do wsi, ten makijaż jest alternatywą dla ciebie.

Inspiracje wsią, folkiem i kulturą naszych wschodnich sąsiadów nie umknęły wizażystom. "Slavic Beauty" - tak brzmi nazwa makijażu Guerlaina na jesień-zimę 2009/2010. Oczywiście wszystko wygląda bardzo glamour - łącznie z opakowaniami - zdobnymi w rosyjskie wzorki, ale jednocześnie bardzo gustownymi i eleganckimi. Tak kunsztownie ozdobione puzderka chciałaby przecież nosić w torebce każda pani...

Sam makijaż jest tajemniczy, delikatny i romantyczny jak słowiańska dusza. Królują tu róże, przygaszone fiolety, gdzieniegdzie pojawia się beż i szarość.

Jak się malować?

Oczy - powinny być podkreślone i "rozświetlone purpurowym blaskiem". Odcienie fioletu bardzo ładnie podkreślają zielone tęczówki. Uważaj jednak z kolorami i nakładaj kosmetyki skromnie, aby oczy nie wyglądały na... podbite. Rzęsy delikatnie podkreśl mascarą.

Policzki - cera powinna być z założenia gładka, aksamitna i blada. Nałóż więc wygładzający podkład. Policzki obowiązkowo muśnij różem.

Usta - do makijażu wybierz również delikatny róż. Możesz też połączyć upiększanie z pielęgnacją i malować się odżywczym balsamem KISS KISS BABY o naturalnym odcieniu, gwarantującym komfort i nawilżenie - tak ważne teraz, w chłodnym sezonie.

Decydując się na makijaż typu "Slavic Beauty", niezależnie od tego, czy wykonany za pomocą kosmetyków Guerlaina czy innej firmy, pamiętaj o umiarze w stosowaniu różnych odcieni różu i fioletów - w końcu "piękna", to nie to samo co "przesłodzona"...


[w-spodnicy.pl]

[ ... ]

Moda w londyńskim wydaniu









Nikt inny, tylko Paul Costelloe mógł jako pierwszy zaprezentować swoją nową kolekcję podczas Londyńskiego Tygodnia Mody. W końcu jest on weteranem tych wybiegów.

Bogata mieszanka czekolad i kremów, połączona ze zdecydowanymi krojami, okazała się pełną elegancji inauguracją pokazów.

Z okazji 25-lecia Londyńskiego Tygodnia Mody, organizatorzy postanowili zaprezentować jej fanom coś wyjątkowego. A co mogłoby być bardziej ekscytujące niż powrót największych brytyjskich marek do Londynu? Wśród nich nie zabrakło Burberry, które zaprezentowało swoją nową kolekcję.

Do Londynu zawitali też kreatorzy, którzy swego czasu szukali szczęścia w Paryżu, Mediolanie i Nowym Jorku: Matthew Williamson, Matthew Williamson, Jonathan Saunders i Antonio Berardi - by wymienić tylko kilka nazwisk.

Wielkim sukcesem Londyńskiego tygodnia Mody okazała się kolekcja jedwabnych gorsetów, mini spódniczek i eksponujących dekolt sukien Berardiego, zaprezentowana w scenerii kościoła w dzielnicy Mayfair.

Londyńskie pokazy zazwyczaj nie wzbudzają takiego zainteresowania, jak te w innych stolicach mody. Być może wielki powrót brytyjskich kreatorów podniesie status Tygodnia Mody w Londynie.

[kobieta.interia.pl]

[ ... ]

Old Ladies' Rebellion - moda dla dojrzałych


W świecie mody panuje pajdokracja, przynajmniej jeśli chodzi o rzesze odbiorców i prezenterki najnowszych trendów. Wiekowi bywają jedynie projektanci. Jest jednak szansa na zmianę takiego status quo - przykład stanowi 24-letnia Fanny Karst, francuska kreatorka mody, której stroje przeznaczone są dla pań dojrzałych.





Wdzięk, szyk i elegancja nie są domeną jedynie ludzi młodych, uważa pani Karst. O projektowaniu dla seniorek myślała już w czasie studiów w St. Martin's College. Po zdobyciu dyplomu założyła markę Old Ladies' Rebellion, chce, aby dojrzałe i starsze kobiety też były dobrze ubrane.

Najstarsza modelka projektantki ma 80 lat, najmłodsza - 60. Sesja zdjęciowa ukazała, jak ciekawa mogą być garderoba dla „bardzo dorosłych" kobiet. Wszystkie panie mają siwe włosy, ale różnorodne fryzury: koki, włosy tapirowane, uczesanie na pazia. Jedna przechadza się o lasce ubrana w elegancki srebrny kostium. Wszystkie wyglądają wspaniale. Konfekcja autorstwa Karst jest tak dobra, że uwagę przyciągają nie tkaniny, a kobiety je noszące, oceniają redaktorzy guardian.co.uk.

Kobiety - część z nich to profesjonalne modelki, jednak większość to znajome projektantki - wyglądają na odprężone i nie są „przytłoczone" owym modnym ubiorem. Materiały, z których korzystała Karst, to głównie: bawełna, jedwab i dzianina. Dominują takie kolory, jak: czerń, szarości, biel, fiolety.

Prostota i elegancja to tajemnica kolekcji. Stroje są dopasowane, ale nie obcisłe, asymetryczne, ale harmonijne. Spływają silnie zaznaczając ramiona, spadają swobodnie na dół dając efekt wyszczuplający. Te ubrania są „zwodnicze". Oglądającemu czasem trudno ocenić, czy kreacja składa się z jednej, czy też z dwóch części. Projektantka operuje trompe l`oeil swobodnie korygując kształt ciała.

Modelki nie noszą obcasów - bardziej odpowiednie okazały się baleriny: eleganckie, stabilne, wygodne. Niektóre elementy strojów opatrzone są dużymi, dowcipnymi nadrukami: „Not at your age" czy "Let's begin at the end".

Skąd pomysł na kolekcję dla seniorek? Fanny Karst twierdzi, że jako nastolatka uważała, że z każdym rokiem jej babcia pięknieje. Uznała starzenie się za ciekawy etap życia. Jednak projektanci nie wykazywali zainteresowania dojrzalszymi kobietami. Młodość zaanektowała świat mody, ale Karst postanowiła to zmienić. Zaczęła tworzyć ubrania najpierw jedynie dla swej babci, potem dla kolejnych seniorek.

Jak zapowiadają znawcy rynku - projekt ma szanse na powodzenie. Nie tylko dlatego, że jest nowatorski, ale również z powodu zwiększającej się liczby osób dojrzałych. Starzejące się populacje krajów rozwiniętych i rozwijających się stanowią target coraz większej ilości przedsiębiorców.

Z drugiej strony, Fanny Karst nie nastawia się na tzw. „masówkę". Stroje jej autorstwa są zindywidualizowane. Kiedy projektuje, wycina ze zdjęć twarze swoich modelek, aby te wizerunki towarzyszyły jej przy pracy. Jej zdaniem projektowanie mody jest pozbawione sensu, jeśli nie ma się przed oczyma twarzy osoby, która ma nosić dany strój.

Jak twierdzi projektantka, starsze kobiety są uroczymi modelkami. Lekko niesforne, ale gotowe na kompromisy mają udział w tworzeniu kreacji. Żadna z nich nie staje się dla Karst jedynie „wieszakiem", który ma eksponować określony strój. Ubrania mają współgrać z osobowością tych, którzy je noszą i sprawić, że dobrze będą się czuli z wizerunkiem samych siebie, jaki dzięki kreacjom mogą tworzyć.


[uroda.senior.pl]

[ ... ]

Deichmann w stylu punk


Styl punkowy narodził się w latach 70-tych XX wieku, jako kontrkultura młodzieżowa. Specyficzna muzyka, strój i zachowanie były przejawem ironicznego podejścia do norm narzucanych przez społeczeństwo i kulturę.

Ideologia ta, w różnych swoich przejawach istnieje do dziś i stanowi inspirację nie tylko dla sztuki i literatury, ale przede wszystkim dla świata mody.

To, co dawniej szokowało, czyli indywidualizm, wyrażający się w sposobie ubierania, tatuażach, piercingu czy ekstrawaganckich fryzurach, dziś jest powszechnie akceptowane, a kreatorzy mody swobodnie czerpią z kultury punkowej. W tegorocznym sezonie jesienno-zimowym moda punk zagości nie tylko na wybiegach i miejskich ulicach, ale także w eleganckich restauracjach. Pojawią się w nich obcisłe spodnie, krótkie kurtki, podarte legginsy, ćwieki, suwaki i łańcuszki. Nowa kolekcja butów i torebek DEICHMANN ma kilka interesujących propozycji dla wielbicielek tego stylu oraz wszystkich kobiet pragnących wyglądać w tym sezonie modnie i stylowo, ale także nieco drapieżnie. Wysokie obcasy, nity i brzęczące łańcuchy to ostatni krzyk mody. Mroczne stylizacje mogą być jednak także bardzo eleganckie. Czerń oraz metaliczna biżuteria są idealną propozycją na wieczór, a w ciągu dnia można je łączyć z dżinsem i żywymi kolorami.

Styl punk na każdą okazję
Swoistą kombinacją stylu punk i glamour będą botki i wysokie kozaki na obcasie zdobione klamrą i szerokim paskiem nabijanym ćwiekami. Takie buty będą się fantastycznie prezentowały z czarnymi legginsami i grubym, długim swetrem, na którym będzie wyraźnie widać duże, wełniane sploty. Najlepiej, żeby sweter był w mocnym kolorze, np. modnym w tym sezonie czerwonym lub fioletowym, co ożywi stylizację stroju. Zamiast swetra można wybrać np. tunikę we wzory imitujące skórę drapieżnika. Punkowy look doskonale uzupełni elegancka torba z ozdobnymi marszczeniami i nitami. To idealny strój na wieczorny wypad z przyjaciółmi, do baru lub na randkę.
Na stylowy spacer po mieście można założyć wysoko zabudowane półbuty na obcasie, którym drapieżności dodają ozdobne nity. Będą wyglądać modnie w połączeniu z jasnym beżem, na przykład w postaci sukienki lub tuniki założonej do czarnych rajstop czy legginsów. Nie należy zapominać o dodatkach, takich jak ćwiekowana biżuteria i torba z imitacji skóry węża, które w tym sezonie są bardzo trendy. Jeśli całość połączy się z modną marynarką podkreślającą ramiona, zestaw ten przyciągnie niejedno spojrzenie.
Wielbicielki tak zwanego gothic punk, też znajdą coś dla siebie w kolekcji sklepów DEICHMANN. Czarno-szare stylowe botki ciekawie łączące obcas i sportową podeszwę oraz koronkę z imitacją skóry węża będą wyglądały supermodnie i ekstrawagancko, jeśli założy się je do obcisłych jeansów typu rurki. Dobrze zgrają się też z sukienką lub tuniką w kolorze grafitowym lub paryskiego błękitu. Szara torebka ozdobiona nitami oraz skórzane bransoletki nabijane ćwiekami idealnie uzupełnią całość ubioru.


[news.webweb.pl]

[ ... ]

Fitness dla dzieci - nowa moda?


Odsetek otyłych dzieci z roku na rok rośnie. Chęć uprawiania sportów wręcz przeciwnie. Rozwijający się rynek gier komputerowych nijak nie sprzyja grom zespołowym na świeżym powietrzu czy rodzinnym wizytom na basenie. A może fitness dla dzieci?

Nowa moda? Znamy popularną rytmikę w przedszkolach czy zajęcia korekcyjne dla dzieci z problemami postawy. W fitness klubach jednak coraz częściej można spotkać ofertę dla najmłodszych klientów. Już kilkulatki mogą zacząć ćwiczyć tam, gdzie do niedawna aktywnie spędzali czas tylko dorośli.

Portal fit.pl donosi, że już w 2004 roku niemiecka firma effective PROLine opracowała nowatorski program sportowy dla dzieci. Nazwa programu, XXL Kids mówiła sama za siebie. Treningi opracowane przez specjalistów spotkały się z ogromnym zainteresowaniem. A składały się z treningu cardio, treningu obwodowego, a także z zabaw i gier.

W ślad za niemieckimi specjalistami poszli inni. Programy fitness dla dzieci stają się coraz popularniejsze. Także w Polsce. Co na to rodzice? Jak to zwykle bywa są dwa obozy: zwolennicy i przeciwnicy. Podczas gdy pierwsi z zapałem zapisują swe pociechy na zajęcia fitness, ciesząc się z nowej formy rozrywki, połączonej z aktywnością fizyczną i jej dobroczynnym wpływem na zdrowie dziecka, ci drudzy kręcą głowami z niedowierzaniem. Fitness dla dzieci? Nie ma mowy. Przecież to zbyt duży wysiłek fizyczny dla małego organizmu. Nieprzychylność może się wiązać przede wszystkim z niewiedzą i błędnym wyobrażeniem takiej lekcji fitness dla najmłodszych.

Prowadzić zajęcia z dziećmi nie jest lekko. Dziecko jest specyficznym, trudnym partnerem do zajęć ruchowych. Trzeba mu w taki sposób „sprzedać” godzinę zajęć, aby nie zanudzić, zbytnio nie zmęczyć i nie zniechęcić tym samym – twierdzą instruktorzy rekreacji ruchowej. Mało tego, lekcja powinna zawierać elementy zabawy, zmieniające się z odpowiednią częstotliwością, aby dziecko po wyjściu z sali ćwiczeń z niecierpliwością czekało na kolejne spotykanie. Podczas zajęć z dziećmi w klubie fitness wykorzystuje się także sprzęt do ćwiczeń, co bardzo podoba się najmłodszym.

Zabawa to nie wszystko. Program treningu dla najmłodszych powinien być specjalnie opracowany w taki sposób, aby dobór ćwiczeń nie zaszkodził rozwijającym się mięśniom, układowi kostnemu, postawie. Coraz częściej bywalcami zajęć są dzieci borykające się z problemem nadwagi czy wręcz otyłości. Tu także ważne są efekty, do których maluch i jego rodzice dążą.

Co na to badania? Badania, które zostały przeprowadzone przez Brytyjczyków z zespołu Qualifications and Curriculum Agency wykazały, że regularnie uprawiający sport dzieciaki mają lepsze wyniki w szkole. Mało tego, wysiłek fizyczny, jak wiadomo, korzystnie wpływa na samopoczucie, podnosi odporność na stres zarówno u dorosłych jak i dzieci. Rozwija koordynację, postawę, wytrzymałość. Wpływa na zdyscyplinowanie dziecka. Podnosi jego pewność siebie, dodaje odwagi. Dziecko, wkraczające w świat fitness przyswaja nawyki zdrowego stylu życia, co z pewnością zaowocuje w przyszłości.


[kafeteria.pl]

[ ... ]

Strój to sygnał dla otoczenia


- Podkreślamy nim własną osobowość, odzwierciedlamy stan emocjonalny, status. Dajemy znać innym, jacy jesteśmy! - mówi Karol, stylista i student krakowskiej Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru.

Moda to jedna z jego pasji - łącząc przyjemne z pożytecznym chce związać swoją przyszłość z tą dziedziną. Moda jest dla niego sztuką. Ponieważ Karol obcuje i bawi się nią na co dzień, ma w pełni wykrystalizowane poglądy w tej kwestii. Jego styl to typowy przykład eklektyzmu.

- Lubię mieszać. Przede wszystkim preferuję styl klasyczny - elegancja i snobizm w połączeniu z awangardą lub casualem. Często łączę koszulę, krawat, kamizelkę z podartymi jeansami (tak jak dzisiaj) lub rurkami. Kamizelki wręcz uwielbiam, są uniwersalne i pasują zarówno do koszul, jak i T-shirtów - mówi nasz bohater. Dopełnieniem jego stylizacji są dodatki. Ma sentyment do zegarka po dziadku, lubi saszetki, wojskowe paski. Wiele z jego ubrań pochodzi z szafy jego ojca. Kropką nad "i" są buty - zwykle eleganckie albo oldschoolowe. - Poluję obecnie na czarne eleganckie buty w szpic - mówi.

Karola cieszy otwartość i różnorodność teraźniejszej mody. - Warto wyrażać siebie ubiorem, co też sam czynię. Nieważne co i z jakiej dekady założymy, ważne jest samo połączenie i efekt końcowy. Raczej nic mnie nie razi, poza podejściem typu "tego nie wypada" lub "co ludzie powiedzą". Konserwatysta, elegant czy łobuz - każdy znajdzie coś dla siebie we współczesnym świecie designu - dodaje.


[miasta.gazeta.pl]

[ ... ]

Moda na nowego mężczyznę


Nie zależy mu na karierze zawodowej, ani na opinii rasowego uwodziciela

Najlepiej czuje się w domu, często u boku matki, gdzie z radością sprząta i przygotowuje posiłki. Oto "roślinożerny" – osobnik, w którym rozpozna się większość młodych japońskich mężczyzn.

Yoshinori przemieszcza się po Tokio na jednym z rowerów popularnych obecnie w japońskiej stolicy. Kierownicę trzyma prosto i mocno, ma ładną, prawidłową postawę. Yoshinori to jeden z mężczyzn, którzy idą za modą. Ten wysoki i szczupły 27-latek pracuje dla jednej z komercyjnych telewizji jako pomocnik reżysera nocnych programów. Kilka miesięcy temu koleżanka nazwała go "soshoku danshi", czyli dosłownie "roślinożernym chłopakiem". Nie miał jej tego za złe, a nawet nie był zaskoczony. – W gruncie rzeczy nic mnie to nie obchodzi – mówi.

Termin "roślinożerca" został wymyślony w 2006 roku przez redaktorkę specjalizującą się w tendencjach społecznych, Maki Fukusawę, na określenie nowych męskich zachowań. Obfitość publikacji, które potem się ukazały, w tym książka Megumi Ushikubo, szefowej spółki badań marketingowych Infinity, przeobraziła ten termin w autentyczne zjawisko medialne i pozwoliła dopracować jego definicję.

Pani Ushikubo definiuje "roślinożerców" jako młodych ludzi bez ambicji zawodowych, uważnych na modę, związanych ze swoimi matkami, nieodczuwających pożądania seksualnego i dość liczących się z groszem. Eseistka Toko Shirakawa, która specjalizuje się w relacjach damsko-męskich, dodaje, że "nie biorą narkotyków, unikają seksownych dziewczyn i nie lubią dyskutować. Jednocześnie nie wzdragają się przed gotowaniem i wykonywaniem prac domowych".

Yoshinori nie spełnia wszystkich tych warunków, ale sam uznaje, że odpowiada tej definicji. Mieszka u rodziców i nie ma dziewczyny. – Miałem dawniej – dodaje. Teraz jednak uważa, że utrzymywanie związku jest "mendokusai", czyli "nużące". Jedna z jego koleżanek – przeurocza – przyznaje: – Czasem zapraszam go do siebie na kolację. Ale wiem, że do niczego nie dojdzie. W ogóle nie w głowie mu uwodzenie.

Szum wokół "roślinożerców" wzbudził obawy, że pojawił się enty stereotyp dotyczący Japonii. Ale wyniki kilku badań pozwalają przypuszczać, że jest to zjawisko głębsze i trwalsze. Według Megumi Ushikubo, do tej kategorii należy ponad połowa mężczyzn między 20. i 34. rokiem życia.

Z sondażu przeprowadzonego w marcu przez firmę ubezpieczeniową Lifenet Seimei na próbie 500 mężczyzn między 20. i 40. rokiem życia wynika, że 75,6 proc. z nich uważa się raczej za "roślinożerców". Takiej samej odpowiedzi udzieliło 64 proc. spośród 1 264 młodych absolwentów szkół wyższych przebadanych w maju przez spółkę Mitsubishi UFJ Research & Consulting. Yoshinori to potwierdza: – Ponad połowa moich kolegów to "roślinożercy".

Chcąc wyjaśnić te przemiany Megumi Ushikubo przywołuje aspekty gospodarcze. Młodzi ludzie, którzy trafili na rynek pracy po kryzysie lat 90. mają trudności ze znalezieniem stabilnej posady i zdobyciem godziwej pensji. Stąd pełna rezygnacji postawa wobec świata ludzi pracujących. Moda jest dla nich sposobem na wyróżnienie się i przydanie sobie wartości. Rozwój internetu pozwala im bez skrępowania zaspokoić impulsy seksualne.

Pani Ushikubo zwraca też uwagę, że sprzedaż prezerwatyw w Japonii spada od 1999 roku, czyli od wybuchu rewolucji internetowej. Sam Yoshinori odwołuje się do reformy nauczania z 1984 roku, która utorowała drogę do "edukacji bez presji". – Od tego czasu nie istnieje już pojęcie wysiłku czy dyscypliny – mówi. Niektórzy eksperci uważają, że są to konsekwencje życia w pokojowym, pozbawionym przemocy społeczeństwie.

– Mężczyźni nie muszą już zachowywać się jak silne, dominujące samce – ocenia Masahiro Morioka z uniwersytetu w Osace w swej pracy na temat "roślinożerców". Zauważa on, że nie jest to na archipelagu moda nowa. Już w okresie Edo (1603-1868), także pokojowym, niektórzy chłopcy byli wychowywani jak dziewczynki. Przytacza przy tym przykład onagata, czyli aktorów odgrywających role kobiece w teatrze kabuki czy niektóre shunga – pornograficzne ryciny z okresu Edo, przedstawiające mężczyzn, których czasem trudno odróżnić od kobiet.

Także Maki Fukusawa mówi o "powrocie do dawnej normy". Jej zdaniem mężczyźni mogli się zachowywać jak mięsożercy po wojnie i podczas okresu silnego wzrostu gospodarczego, by utwierdzić się w poczuciu własnej wartości wobec ludzi Zachodu. Jednakże Fukusawa przypomina, że "dawna literatura opisuje mężczyzn zachowujących się podobnie do dzisiejszych »roślinożerców«".

Wreszcie profesor Morioka dostrzega w tym zjawisku oznakę tolerancji i większej akceptacji dla męskich słabości. Kobiety ze swej strony nierzadko żałują obecnej pasywności swych partnerów. Co zaś do rządu, niewykluczone, że widzi w tym zjawisku nową przeszkodę na drodze do upragnionego zwiększenia liczby urodzeń.


[wiadomosci.onet]

[ ... ]